♦♦♦
♦♦♦
Spacerując po ruinach zamku krzyżackiego w Toruniu wyobraźmy sobie mroźny poranek lutowy ponad 500 lat temu… Pod murami stoją wściekli mieszkańcy miasta z żądaniem widzenia się z komturem. Ten odmawia. Czuł się w warowni bezpieczny? Nie wierzył, że rozeźleni mieszkańcy przystąpią do ataku? Niemalże w tym samym momencie szturm przepuszczono nie tylko w Toruniu, ale i w innych miastach krzyżackich. Tak rozpoczęła się wojna nazwana trzynastoletnią.
Wielki Mistrz podjął szeroko zakrojoną akcję dyplomatyczną by zniszczyć bunt w zarodku. W grudniu 1453 roku zapadł wyrok nakazujący Związkowi rozwiązanie. W razie odmowy na jego członków miały spaść represje. Jednak stany pruskie rozpoczęły już wcześniej rozmowy ze stroną polską na temat ewentualnego wciągnięcia naszego państwa w ten spór. Król Kazimierz Jagiellończyk był żywo zainteresowany rozwojem sytuacji w państwie krzyżackim. Wierzył w to, że udział, zwycięstwo w nowej wojnie na północy nie tylko zwiększy jego władzę, ale także jego dochody. Również szlachta wielkopolska popierała rozwiązanie zbrojne kierując się chęcią zemsty na odwiecznym krzyżackim wrogu i spodziewanymi korzyściami materialnymi.Początek końca Zakonu
6 lutego 1454 roku nastąpił jednoczesny atak na zamki krzyżackie. Do końca miesiąca tylko dwa – Malbork i Sztum pozostały w rękach Zakonu. W przypadku części z nich mieszkańcy przystąpili do ich
Armia zaciężna kontra pospolite ruszenie
Na lądzie, na morzu, na rzece rozpoczęły się działania wojenne. W tle obie strony toczyły skomplikowane działania dyplomatyczne. Ważni gracze – papiestwo i cesarstwo popierało Zakon. Sąsiedzi bliżsi i dalsi albo wspierali Krzyżaków albo zachowywali życzliwą im neutralność. Jedynym prawdziwym naszym sojusznikiem, choć nie bezinteresownym stała się Szwecja.
Pierwsza faza wojny nie przebiegała korzystnie dla Polski. Zaciężne wojska z łatwością radziły sobie z niedoświadczonym pospolitym ruszeniem pospiesznie zbieranym z Wielkopolski i Kujaw. Do tego zebrana pod Cerekwicą szlachta zażądała od króla nowych przywilejów w zamian za udział w działaniach wojennych. Król musiał się ugiąć. Do starcia doszło pod Chojnicami. Jak było do przewidzenia niekarne pospolite ruszenie nie dotrzymało zawodowcom. Chaos, panika, masowa
ucieczka z pola bitwy, klęska… Zakon przejął inicjatywę. To jedno jakże ważne zwycięstwo pomogło mu odzyskać część twierdz.
Sytuację pogarszała klątwa rzucona przez papieża na Związek Pruski i tych, którzy go popierają tym samym również na Polskę. Dziś można się z tego śmiać, ale w XV wieku budziło to autentyczne przerażenie.
Mimo tego zwycięstwa militarnego i ideologicznego sytuacja finansowa Zakonu się pogarszała. Brakowała pieniędzy dla wojsk zaciężnych, ludność obciążona nowymi podatkami buntowała się. Nieopłacane załogi zamków stały się łatwym celem. Wystarczyło im tylko dać zaległy żołd. 8 czerwca 1457 roku Czesi otworzyli przed Kazimierzem Jagiellończykiem bramy zamku malborskiego. Nie oznaczało to jednak końca wojny. Prusy wschodnie nadal trzymały się mocno, a król polski borykał się z przeciwną wojnie szlachtą małopolską.
Zmiana taktyki
Kazimierz Jagiellończyk zrozumiał, że z pospolitym ruszeniem nie wygra tej wojny. Ze zgromadzonych środków opłacono armię zaciężną pod wodzą wybitnego stratega – Piotra Dunina. Podobno nawet suknie królowej poszły pod zastaw. Zwycięstwa na lądzie, na wodach potwierdziły słuszność takiego wyboru. Kolejne zamki krzyżackie padały a dotychczasowi sojusznicy pośpieszne zmieniali stronę. Papież chcąc ratować za wszelką cenę Zakon podjął się próby mediacji. Pierwsza zakończyła się całkowitym fiaskiem. Krzyżacy nie zamierzali oddać Pomorza Gdańskiego ani Malborka. Jednak w obliczu kolejnych niepowodzeń i możliwości całkowitej likwidacji Zakonu w Prusach strony ponownie zasiadły do stołu rokowań.
Jeden lud w przyjaźni
Traktat toruński zawarty w 1466 roku nawiązywał do warunków aktu inkorporacji. Pomorze Gdańskie z ujściem Wisły, ziemia chełmińska, Powiśle z Żuławami, Malbork i Elbląg miały należeć odtąd do Polski